środa, 21 października 2009

Kartery - ciąg dalszy

Moją Sarnę kupiłem z "płytkim" zapłonem. Uznałem, że tak ma być i basta i cały czas takich karterów szukałem. Ba, nawet ostatnio znalazłem. A tu klops. Mianowicie naszło mnie na wątpliwość, czy w 1962 roku takowe niegłębokie zapłony w ogóle występowały. Wątpliwość wyeskalowałem na forum wueska.pl, zasięgnąłem też opinii jednego z posiadaczy - i dowiedziałem się, że na 99,9% nie ma takiej opcji, żeby Sarna wyszła z fabryki z płytkim zapłonem, bo te pojawiły się bodaj dopiero 5 lat później. Ale cylinder mam "kwadratowy". Wygląda, że w toku eksploatacji ktoś wymienił blok silnika - niewykluczone, że klubowy mechanik (bo wnętrzności wszystkie są Sarenkowe, takie jak powinny), no ale fabrycznie takich być nie mogło.

Chłopaki na forum napisali, że takie kartery (z głębokim zapłonem, ale na kwadratowy cylinder) występowały raptem przez kilka lat w WSK M06L. Z wierzchu wyglądają identycznie jak zwykłe kartery WFM, ale mają kanały przelotowe już na kwadratowy cylinder - zatem nie są wymienne, a szkoda, bo kartery od WFM to żaden rarytas i da się je dostać. A takie do M06L już gorzej...

Poszukiwania trwają. I pewno potrwają, a zima za pasem. Lekko licząc rok opóźnienia w stosunku do planów.

No nic. Jak to mówią - śrubokręt mój płynie dalej, gdzieś tam...

piątek, 9 października 2009

Rahmen ohne brief i ogólnie, tytułem prologu:

Jak wiadomo moja S2 wpadła wcześniej w łapy jakiegoś rzeźnika, który po padzie silnika, zamiast go naprawić - uciął oryginalne jego mocowania i przyspawał rzeźbę, umożliwiającą montaż silnika od 125. O, tak:



Jakiś czas temu kupiłem za 20 pln kawałek ramy z oryginalnymi uchwytami. Dziś zawiozłem do blacharza, obejrzał i powiedział, że się podejmuje. W przyszłym tygodniu będziem przeszczepiać. Jak się uda - to zimą ramy od S2 i (przy okazji) od Kobuza idą do piaskowania i w czarny proszek :)

Właścicielem S2 jestem od wiosny, od tego czasu zdążyłem przewieźć ją do garażu, kompletnie rozebrać i dość dokładnie ocenić szkody i braki. Zamierzam przywrócić jej oryginalną sprawność i wygląd. Kolor: bahama yellow, o tak :D Pewno pokuszę się też o drobne usprawnienie silnika, tak jak w Sarence.

Na razie nienerwowo gromadzę części. Dobrze ponad 1200 zł pooooszło na kompletny zapłon SEM (a właściwie dwa;) i gaźnik Binga wraz z króćcem - czyli części wyróżniające ten model spośród innych oraz nowe sprzęgło. Stówka na nowe-nowe golenie przedniego widelca, 400 na nowe-nowe cylinder, głowicę i tłok z pierścieniami. 100 zł na osłonę pod silnik, 200 na nowe-nowe przednie koło, kolejne 100 zł na tłumik plus 50 na wkładkę tłumiącą, parędziesiąt złotych na nowy-nowy tylny wahacz, 50 zł na nową-nową tylną lampę Lucasa... razem dobrze ponad 2k (dobrze że w ratach;) a to dopiero początek ;)

No jakoś to leci, mam nadzieję, że do wiosny uda mi się pozyskać części, które pozwolą mi postawić gada na koła. Najważniejsze są przednie lagi. Oczywiście jak już sobie coś upatrzyłem na Allegro to w ostatniej sekundzie przebił mnie koleś, który krótko potem wystawił je o 100% drożej, handlarz zasrany, żeby go chuj przenaświętszy strzelił w samiuśkie serce! Te co mam są proste, ale piekielnie pordzewiałe, więc jak się nie uda dostać sensownych - będę robić moje, a to na pewno będzie ładnych paręset zł. Jak już będą lagi - trza będzie dorobić nowe tuleje ślizgowe, przy okazji od razu tuleje metalowe wahacza. Wtedy podwozie będzie można stawiać na koła :)

Korzystając z gotowego narzędzia...

... pozwolę sobie podpiąć pod tego bloga analogiczny zapis remontu innej mojej padliny, mianowicie WSK 175 Sport 2. Motur też dość rzadko spotykany, nie tak jak Sarna, ale też wyprodukowano ich dość niedużo, bo zdaje się koło 3 tysięcy sztuk. Ponieważ remonta dzieją się plus minus równolegle (ze wskazaniem na Sarnę, ale bez fanatyzmu;), spora ilość części jest wspólnych, podobnie jak zakłady, w których zlecam ich regenerację - to nie widzę sensu prowadzenia dwóch niezależnych "dzienników odbudowy". Dlatego będę tu zamieszczać notki o obu sztukach, opatrzone odpowiednimi tagami vel etykietami, jak kto woli. I wali mnie, czy się to komuś podoba, czy nie :D

Wygląda toto o tak:



Pozdrawiam serdecznie! ;)

poniedziałek, 5 października 2009

Rzecz o ciągłym poszukiwaniu karterów... i nie tylko ;)

Wciąż kilka razy dziennie (!) obsesyjnie przeglądam allegro, trzy razy zwiedziłem motobazar w Poznaniu, byłem w Łodzi, ogłaszam się na forumach, dzwonię po ludziach... nic. Nie upieram się przy nowych karterach - mogą być używane, byle miały nieuszkodzone przylgnie i brak śladów rozdzielania za pomocą łomu i młotka. Na ostatnim MWB w Łodzi złapałem gościa, który mówił, że ma nowe kartery, wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy na telefon po bajzlu. Rozmowa była obiecująca: "tak, mam takie kartery, bez nadlewu, nowe, 350 pln". Z wrażenia zaparowały mi okulary, niestety przy dalszych ustaleniach okazało się, że to kartery na głęboki zapłon. I znowu dupa zimna ;/

Z racji poważnego problemu z kręgosłupem od kilku tygodni prawie nie ruszam się z łóżka, więc choćbym chciał, to i tak niewiele, poza przeglądaniem internetu, mogę zrobić. W ramach rekompensaty wyrwałem na allegro po taniości nową tylną piastę do Sarny. Nową, ale siłą rzeczy lekko licząc 50letnią i jako taką - wymagającą nieco zachodu; moja wymaga więcej;) Myślę, że wystarczy ją dobrze wyczyścić z oliwkowej farby (piasta rzekomo pochodzi z wojskowego magazynu), w najgorszym razie ocynkować, zapodać nowe łożyska i będzie cacy. Szprychy czekają, kupiłem też kilka chromowanych kół od zwykłej WSK * z zamiarem ich wykorzystania jako dawców obręczy. Wybiorę sobie najładniejszą, ale reszta też się nie zmarnuje - ostatecznie Sarna nie jest jedyną wską w garażu, chrom przyda się do S2-jki, albo nawet do wyrobu Kobuzopodobnego ;)

Zastanawiałem się ostatnio nad sposobem wykończenia przedniego koła. I obręcz i piasta są mocno zmęczone, pełno na nich głębokich rys i innych mechanicznych ubytków. Nie sposób tego spolerować - trzeba by zdjąć koło milimetra materiału, absurd jakiś. Przez chwilę myślałem nad polerką na lustro, ale przy takich uszkodzeniach efekt byłby raczej smuuutny, a już na pewno nie wart zachodu. Dość pozytywne efekty dały za to nieśmiałe próby z pastą polerską (akuratnie miałem pod ręką "Tempo"). Zdejmuje zewnętrzną warstewkę tlenków, przywracając blask czystego aluminium, a nie wymaga nawet 5% tego nakładu pracy co "pełne" polerowanie. Coś czuję, że na tym się skończy. Nowej oryginalnej felgi nigdzie nie dostanę, a zdejmowanie w imię estetyki tak grubej warstwy nie wchodzi w grę. Myślałem też o anodowaniu, żeby utrwalić efekt, ale jak już to samej obręczy - piasty, ze względu na stalową (?) wkładkę bębna hamulcowego, anodować się nie da.

Reasumując: pojawiła się nadzieja, że uda się zdobyć kartery i złożyć w końcu silnik, niestety zgasła równie szybko jak się pojawiła. W temacie kół, jak tylko dojdę do siebie, przećwiczę pastę polerską na większą skalę. Jak efekt będzie zadowalający - pierdolnę tak całość, dam obręcz do anody i składam koła. Wracając do karterów: w najgorszym razie jeden z forumowiczów rozważa sprzedaż swoich karterów - ale jestem dość sceptycznie do nich nastawiony, bo pomijając stan techniczny (używane, ale faktycznie jak nowe) - są wypolerowane. Jeszcze nie na lustro, ale niewiele brakuje. Waham się. Myślałem, żeby je po zakupie wyszkiełkować - co być może zniwelowałoby efekt polerowania - ale z drugiej strony szkoda roboty, którą gość w tę polerkę włożył. I bądź tu człecze mądry. Co sądzicie?

* Myślałem o zakupie nowej chromowanej obręczy na Allegro, ale opinie na forum są niezbyt pozytywne. Te aktualnie dostępne obręcze nie są oryginalne, są węższe od oryginałów, są także problemy z otworami pod szprychy. 70 zł nie majątek, ale wolę dać więcej za oryginał, który przynajmniej będzie miał fabryczną szerokość.

wtorek, 31 marca 2009

No i dupa

Okazało się poniewczasie, że nowe kartery, z których się tak cieszyłem (i na których szkiełkowanie i usprawnienie wydałem ładnych parę złotych) nijak nie wejdą do ramy Sarenki. Nie wejdą, bo mają nadlew na śrubę spustową mieszanki ze skrzyni korbowej, którego nie miały starsze silniki. Mógłbym przerobić ramę - ale uważam to za barbarzyństwo. W związku z tym kartery poszły do ludzi, mam nadzieję, że komuś się przydadzą bardziej niż mnie, a ja intensywnie poszukuję nowych karterów do silnika WSK 125. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

Złe wieści także z frontu podwoziowego; po dorobieniu nowych tulei łożyskujących wahacz i nowej jego osi okazuje się, że otwory pod oś wahacza nijak nie są osiowe. Innymi słowy oś włożona w jedno ramię wahacza za nic nie chce pasować w otwór drugiego ramienia, brakuje na oko z pół centymetra. Będziem kombinować - może wystarczy lekko wyprostować, ale jak się nie uda to nie będzie dobrze, bo w takim wypadku oś wahacza będzie mi się obracać w ramie, zamiast w tulejach, a to przecież będzie masakra. A na to wszystko (nie pamiętam czy już pisałem) koniec końców okazało się, że zakład który podjął się naprawić wewnętrzną powierzchnię goleni wziął i się poddał. Czyli tak: oś wahacza - temat otwarty. Golenie: temat otwarty. Dobrze, że przyszły nowe szprychy i udało się chociaż trochę wyprostować lagi.

Tak czy siak, póki co prace siłą rzeczy stoją. Jedyne co się chwilowo będzie działo to zapewne renowacja kół, czyli odświeżenie felg i piast, plus zaplatanie nowych szprych i centrowanie całości. Zakup ogumienia zostawię na sam koniec.

Ciągle też dokupuję jakieś potencjalnie potrzebne części, w miarę jak się trafiają. Mam nadzieję, że w tym roku uda się też polakierować zbiornik i błotniki. Ale ogólnie załamka - sporo jest pozornie drobnych pierdół, które wstrzymują całą robotę.

Kuźwa, nie ma lekko.

czwartek, 26 lutego 2009

Inspiracja

 
Na forum www.wueska.pl chłopaki wrzucili fotkę fantastycznie pomalowanej Sarny. Coś mocno czuję, że moja będzie wyglądała właśnie tak. Za przemawia to, że okrutnie mi się podoba. Przeciw - że to malowanie zrobione najprawdopodobniej wyłącznie do celów promocyjnych i poza egzemplarzem ze zdjęcia więcej takich nie było, oraz to że mój model jest nieco późniejszy, z wyższym wydechem i nieco inną ramą - co stoi w potencjalnej sprzeczności z ideą przywracania stanu fabrycznego. Ale coś mi się mocno wydaje, że mam to gdzieś bo to przede wszystkim mnie ma się podobać :)

piątek, 6 lutego 2009

pomału, pomału...

... coś tam dygoce ;) Niby nic, ale np. takie szprychy poszły do dorobienia, nowa oś i tuleje tylnego zawieszenia czekają aż podjadę je odebrać. Jak to nastąpi - wrzucę fotki. Niestety, przednie zawieszenie (w kontekście wewnętrznej powierzchni goleni widelca) po raz kolejny okazało się być nie do zrobienia, wskutek czego zastanawiam się co dalej. Zostawić jak jest?

Myślę, że na początku marca wezmę się za podwozie. Rama, wahacz i nie tylko - do malowania, części aluminiowe do oczyszczenia i (jak się da) - anodowania, co nieco do ocynkowania. Będzie się działo :)

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Zima...

...zima. Zimą jest zimno, takie jest odwieczne prawo natury. No a garaż nieogrzewany. Dlatego też drogi czytelniku (ktoś to w ogóle czyta?;) spodziewaj się przez najbliższe miesiące raczej niewielu nowych wpisów. W garażu niby kaloryfer jest, i to całkiem okazały, ale żeby mieć z niego jakikolwiek pożytek trzeba by napełniać całą instalację wodą, rozpalać w piecu, czekać aż się rozgrzeje, a po skończonej robocie poczekać aż ostygnie, spuścić wodę i tak w kółko macieju. Ani myślę. Myślałem, żeby zwieźć klamoty do domu i chociaż silnik sobie poskładać, ale spotkałem się, zupełnie nie wiedzieć czemu, ze zdecydowanym sprzeciwem Obywatelki Małżonki. Siła wyższa, jak to mówią;) Zapewne od czasu do czasu coś tam będę przywozić/wywozić z/do garażu, jak ostatnio szprychy (żeby je wysłać na wzór, celem dorobienia), jak lada moment felgi do malowania (tył) i polerki (przód), wreszcie jak piasty do malowania (tył) tudzież polerki (przód;). Ale większych ruchów niestety nie przewiduje się. Zmarznięte ręce nie nadają się do składania motocykli, ani zresztą czegokolwiek innego, co już miałem okazję przećwiczyć na FZRce kumpla. Nigdy więcej roboty zimą, przy czym pozwolę sobie zauważyć, że dla mnie zima kończy się wtedy dopiero, kiedy słupek rtęci na termometrze wskazuje dodatnie wartości dwucyfrowe;)

Jest zima, motury do szafy, narty z szafy. Już nie mogę się doczekać :D

wtorek, 25 listopada 2008

Zbiornik paliwa i dylematy blacharsko-lakiernicze

No i znowu mam zgryz, a nawet dwa.

Pierwszy wynika z tego, że zbiornik jest w tej chwili niby czerwony, ale spod spodu wyłazi jakby (przy tylnym mocowaniu) kolor seledynowy, dokładnie taki jak w Sarence Macieja Hyły. Widać to na fotce:
Ten seledynowy za cholerę mi się nie podoba, stanowczo wolę czerwony. No tylko teraz pytanie: czy rezygnacja z oryginalnego koloru przy restauracji zabytka jest w ogóle do pomyślenia?

Sprawa druga: kalkomanie. Wedle wszelkich dostępnych mi źródeł logo, które mam na zbiorniku (a raczej resztki tego loga) jest absolutnie unikatowe.
Niestety wydaje mi się mocno, że jest tyleż unikatowe co nieoryginalne, tak jak i lakier, na którym się znajduje. Wiarygodnych materiałów "z epoki", ukazujących napis, który powinien się znajdować na zbiorniku oczywiście brak. W związku z powyższym wątpliwość: zostawiać (czy raczej "odtwarzać", poprzez przeniesienie go do formy wektorowej i wycięcia na ploterze naklejek, lub szablonu), czy wracać do oryginału (o którym wiadomo tyle, że nie wiadomo jak wygląda)?

Osobiście wybrałbym wariant z czerwonym lakierem i aktualnie widniejącą na baku formą loga, ale trochę kłóci się to z ideą przywracania oryginalnego stanu. "Trochę", bo po pierwsze nie wiadomo jak ten oryginał wyglądał, a po drugie pomalować na seledyn to se można zawsze;) Na razie spróbuję przenieść logo do wektorówki, potem spróbuję zdjąć z baku zewnętrzną warstwę lakieru i zobaczyć co też tam siedzi pod spodem.

Co do samego zbiornika: byłem z nim u blacharza, ale jest wykonany z tak grubej blachy, że metodami blacharskimi (bez zniszczenia kołnierza wlewu) wyprostować go nie sposób. Zostaje szpachlowanie, szlifowanie i dopiero lakier. No i jeszcze czyszczenie od wewnątrz, ale to detal i kosmetyka;)

Cały czas zastanawiam się też co by tu zrobić z błotnikami. Czy chromować, jak w Sarence Macieja Hyły, czy lakierować, a jeżeli lakierować - to na jaki kolor? Wszystkie zdjęcia innych egzemplarzy jakie posiadam są czarno białe, co jakby nieco utrudnia ;) Tak czy siak przy błotnikach trzeba wykonać sporo pracy - zaspawać dziury i ubytki, tu i ówdzie wyprostować, dokładnie wyszlifować (a nawet wypolerować), przy czym jeżeli zdecyduję się na chromowanie obróbka będzie musiała być bardzo, bardzo dokładna i skrupulatna, pod chromem będzie przecież widać każdą, najmniejszą nawet wadę powierzchni.

Na szczęście nie mam dylematów jak chodzi o podwozie, które w całości (rama, wahacz plus drobiazgi, wyłączając koła) będzie proszkowo pomalowane na czarny połysk.

piątek, 14 listopada 2008

Silnik odebrany...

...z zakładu. Lekko skorygowane kształty kanałów w cylindrze, wydechowy elegancko wypolerowany, ssący wypolerowany ile się dało, to samo przeloty. Przeloty w cylindrze zgrane z przelotami w karterze. Dla mnie miodzio. Niechże zdjęcia przemówią same za siebie:
Podnieciłem się :D Zanabyłem ostatnio (drogą kupna) wiadro nowych, ocynkowanych śrub we wszystkich potrzebnych rozmiarach i już-już bym składał, ale postanowiłem dokupić jeszcze nowe simmeringi, bo te co mam to nie dość, że jakieś podejrzane no-name, to jeszcze kupiłem je już ze trzy lata temu i od tego czasu leżały i parciały. Wolę kupić nowe, jak najlepsze, żeby przez najbliższe 20 lat móc dotykać silnika wyłącznie wskutek kaprysu, nigdy wskutek potrzeby ;)
Tak czy siak - montaż silnika już tuż tuż.

niedziela, 2 listopada 2008

U źródła wiedzy ;)

W piątek 31.X, w ramach (skądinąd nieudanego) wyjazdu w Pieniny odwiedziłem sobie Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, w którym można obejrzeć wystawę stałą pt. "Rajd Tatrzański - 70 lat tradycji". Jednym z (licznych) eksponatów jest MR15 Sarenka o numerze ramy 1001, należąca do Macieja Hyły (ojca dziennikarza Świata Motocykli).
Ponieważ jest to egzemplarz zachowany (pomijając przeróbki czysto użytkowe jak światła i licznik) w stanie fabrycznym - miałem nadzieję uzyskać na podstawie jego oględzin miarodajną informację na temat tego jak powinna wyglądać moja Sarna po renowacji. Nie zawiodłem się, ale dużo mądrzejszy też nie jestem ;)

Na wstępie przekonałem panie przewodniczki/opiekunki, czy jak tam nazywa się ichnie stanowisko pracy (pozdrawiam serdecznie!;), żeby pozwoliły mi przeleźć przez ogrodzenie wystawy i obfotografować sztukę ze wszystkich stron. Uzyskawszy stosowne upoważnienie (ma się ten urok osobisty;) sforsowałem ogrodzenie i zacząłem badanie. Interesowały mnie przede wszystkim elementy, których w mojej sztuce nie ma, takie jak napęd prędkościomierza i sam prędkościomierz, oświetlenie, odprężnik i, last but not least, przedni podciąg ramy. Po kolei:

Prędkościomierz napędzany jest z tylnej osi, napęd znajduje się przy lewym ramieniu wahacza (czyli po stronie przeciwnej do zębatki). Czysto i klarownie, linka idzie sobie przez całą długość motocykla, przednim podciągiem ramy aż do lampy, przez którą przechodzi (na wylot) i wchodzi do licznika. Licznik jest zwykły ze starych WSK, lampa przednia - jak w SHL M04 i pierwszych WFM, lampa tylna też klasyczna i dobrze znana. Nie potrafię natomiast określić z jakiego motocykla pochodzą uchwyty przedniej lampy, bo nie wyglądają na "rzeźbę", tylko na uchwyty przeszczepione bezpośrednio z czegoś dostępnego wówczas na rynku. Mocowanie licznika z kolei ponad wszelką wątpliwość wygląda mi na profesjonalnie i starannie wykonaną, ale jednak rzeźbę.

Podciąg ramy okazał się być zwykłą, dość fikuśnie wygiętą rurką (niestety nie miałem czym zmierzyć średnicy, shame on me, nieprzygotowany pojechałem ;/), na obu końcach spłaszczoną. I tyle. Dorobi się ;)

Z pozostałych ciekawostek: nieco inna rama. Nie ma "kołyski" pod silnikiem, która jest u mnie. Zastanawiam się z czego to wynika. Czy została ucięta celem szeroko pojętej "redukcji masy" już w czasie eksploatacji, czy też w ogóle jej nie było. Mój motocykl ma wyższy numer ramy, więc zastanawiam się, czy fabryka nie uznała (po wyprodukowaniu 32 sztuk;), że pierwotna konstrukcja ramy nie zdaje egzaminu. Trudno powiedzieć, na to pytanie odpowiedzieć mogą chyba tylko ludzie, którzy budowali te motocykle, prawie pół wieku temu. Zupełnie inny jest też wydech. Też jest poprowadzony z lewej strony motocykla, ale u mnie cały wydech idzie znacznie wyżej, bardziej na wysokości kolana kierowcy niż jego kostki. Chromowane błotniki, u mnie lakierowane. Chłopaki na Forum sugerują, że fabryka dała chrom tylko dlatego, że ten egzemplarz był główną nagrodą w Rajdzie Tatrzańskim w związku z tym musiał się godnie prezentować. Odprężnik, sterowany dźwignią z lewej strony kierownicy, u mnie całkowity jego brak, nieoryginalność mojej głowicy raczej wykluczam - mocno różni się od seryjnej. Nieco inna (wizualnie, zębów nie liczyłem) tylna zębatka. Sprytnie zakamuflowany włącznik światła STOP. Kalamitki przy osi wahacza. Kranik od SHL (z przesuwką) zamiast zwykłego WSK-owego jak u mnie. Puszka narzędziowa jak z wczesnych SHL, tylko nieco inne mocowania. Półbęben i stalowa obręcz z przodu (u mnie pełny bęben jak w zwykłej WSK plus aluminiowa obręcz). No i chyba tyle. "Tylko" tyle ;) Wygląda, że nie ma nic, czego nie byłbym w stanie zdobyć (jak lampy, licznik itd), dorobić (jak mocowanie licznika i podciąg ramy) albo zignorować (jak inny kształt wydechu, nieco inną ramę i chromowane błotniki;).

Fotki:


Poza MR15 można na wystawie obejrzeć liczne inne motocykle startujące w Rajdach Tatrzańskich, nie tylko polskie. Ponadto w muzeum można obejrzeć niezłą kolekcję polskich samochodów (min. po kilka różnych modeli Syreny, Warszawy i Polskich Fiatów, ale także Poloneza i kilka ciekawostek, jak Smyk i Mikrus), niezgorszą kolekcję polskich motocykli, poczynając od (chyba) Sokoła 1000, przez SHLki, WFMki, WSKki, a na rometach kończąc. I to wszystko za jedyne 6,50pln. Każdemu miłośnikowi polskiej (z chronologii wynika, że - w zdecydowanej większości - powojennej) motoryzacji szczerze polecam. Może nie jako wyłączny cel kilkuset kilometrowej wyprawy, ale jako miły dodatek do pobytu w Krakowie.

Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie
ul. św. Wawrzyńca 15 (Kazimierz)
31- 060 Kraków
tel./fax. (012) 421-12-42
http://www.mimk.com.pl/
e-mail: muzeum@mimk.com.pl

poniedziałek, 27 października 2008

Zawieszenie: dylematy "tworzywoidalne"

Wedle specjalistycznej literatury ("Naprawa motocykli WSK", Henryk Załęski, WKiŁ) tulejki zawieszenia przedniego wykonane są z materiałów o groźniebrzmiących nazwach "Turbaks" i "Tarlon". Po przeczytaniu tychże nazw momentalnie zaparowały mi okulary, a mój zazwyczaj-cokolwiek-przyjacielski kot uciekł był do szafy. Jeszcze gorzej się zrobiło jak wujek Googiel zeznał, że również nie wie o co halo. Na szczęście nie taki diabeł straszny jak go malują, wystarczyło wujaszka odpowiednio zachęcić i okazało się, że coś tam sobie jednak przypomina, wskutek czego, po pierwsze - odzyskałem wizję w okularach a wyraźnie ośmielony kot wychynął z szafy, po drugie dowiedziałem się, że Tarlon to po prostu nazwa handlowa jednej z odmian nylonu, ściślej - poliamidu 6, a turbaks to zwyczajny tekstolit czyli kilka sprasowanych na ciepło warstw tkaniny bawełnianej nasyconej taką czy inną żywicą syntetyczną. Niby wszystko jasne - trzeba kupić po kawałku odpowiedniego tworzywa, wytoczyć tulejki w konkretnych rozmiarach i po krzyku. Ale...

... rozbierając przednie zawieszenia w rozmaitych WSKach wielokrotnie natykałem się na tuleje zrobione z różnych dziwnych tworzyw, a raz nawet z metalu. Wielokrotnie spotykałem też przypadki, gdy obie tuleje (dolna i górna) były wykonane z tego samego materiału, co ma się nijak do treści zamieszczonych w uczonej książce
No i co teraz?

- robić tuleje tak jak były, czyli tarlon/turbaks,
- chrzanić w/w, kupić zwykły, powszechnie i łatwo dostępny teflon i zrobić zeń obie,
- inne opcje?

Oczywiście wszystkie te tworzywa w sposób dość istotny różnią się właściwościami, a teflon w czasie, gdy moja Sarna wyjeżdżała z fabryki nie był zbyt powszechnie dostępny (w zasadzie nie był dostępny wcale). Dlatego skłaniam się ku rozwiązaniu numer 1, podejrzewając, że opisane powyżej różnice wynikały z dostępności w danym okresie takiego a nie innego akurat materiału, dlatego fabryka, nie chcąc lub nie mogąc zatrzymać produkcji - robiła tuleje z tego, co miała akurat pod uzbrojoną w tokarkę ręką. Niemniej jestem zasadniczo skłonny uznać, że wersja opisana w książce powinna być wersją obowiązującą i będę się jej trzymać, chyba, że mi w międzyczasie przyjdzie do głowy nowy, inny, lepszy pomysł;)

środa, 22 października 2008

Alleluja ;)

Zawieszenia poszły do zakładu. Zobaczymy czy się uda. Zlecenie obejmuje:

- przetoczenie od wewnątrz goleni widelca
- wytoczenie nowej osi wahacza
- wytoczenie tulei łożyskujących wahacz
- wytoczenie tulei ślizgowych przedniego widelca
- jak się uda - wyprostowanie i naprawa (chrom techniczny, przetoczenie) krzywych lag.

To się nazywa jeden, ale za to duży krok naprzód :)

niedziela, 19 października 2008

Łożyskowanie wahacza i główki ramy.

Uff. Jakoś chyba ze trzy lata od chwili rozebrania bydlęcia w końcu podjąłem drugą, tym razem zakończoną sukcesem, próbę wyjęcia osi wahacza. Wystarczyło mieć chwilę czasu, użyć coca-coli i klucza z długim ramieniem. Jak już udało się obrócić osią - byłem w domu. Gumowy młotek i po krzyku:)

Zasadniczo łożyskowanie wahacza to konstrukcja prosta jak konstrukcja cepa, składająca się z trzech części: wahacza, kompletu tulei z tworzywa, no i osi. Wszystko. Tuleja wciśnięta w wahacz, w tulei chodzi oś. No prościej się już chyba nie da;)

Oś wahacza jest wytoczona z litego pręta z jakiejś wyjątkowo miękkiej stali. Ma 18,5 mm średnicy, 225mm długości w części zasadniczej, i dwa gwinty M12x12mm z każdej strony. Tuleje są cztery, po dwie na stronę. Dwie to zwykłe tuleje, 25x18.5x42mm, dwie pozostałe różnią się 4mm grubości kołnierzem, dystansującym wahacz w stosunku do ramy, są też krótsze, bo mają tylko 30mm wysokości (razem z kołnierzem). Kołnierz ma średnicę 30mm. Jak na fotce.

Oś jest nieco zmęczona, głównie korozją, do tego wykrzywiony jest jeden z jej gwintów. Tuleje pasują dość ciasno, nie mają przesadnych luzów, więc w zasadzie możnaby przesmarować i złożyć jak jest, no ale oczywiście nie byłbym sobą;) Dlatego też zamierzam dorobić (wytoczyć) nową oś i tuleje, plus pobawić się w montaż smarowniczek. To ostatnie będzie wymagało wykonania trzech otworów (jednego w ramie i po jednym w każdym ramieniu wahacza) i ich nagwintowaniu pod wkręcane smarowniczki.

Zastanawiałem się nad przeróbką łożyskowania wahacza na łożyska toczne zamiast ślizgowych, a to poprzez dorobienie osi na 0,5mm mniejszą średnicę, kupienie łożysk igiełkowych 18x25x25mm a do tego pierścienie uszczelniające 18x25x3mm. Wszystko dostępne bez łaski i od ręki. Kołnierze dystansujące zastąpiłoby się grubymi na 4mm podkładkami 18x25x4, na wierzch by się dorobiło kielichy osłaniające i cześć. Już miałem zaczynać przeróbkę, ale przypomniałem sobie, że oś wahacza przechodzi bezpośrednio przez ramę. Dlatego, jeżeli zmniejszę jej średnicę - to będzie ona w tej ramie miała luz. Można by pewno kombinować z rozmiarami osi, dotaczać stosowną tuleję z brązu, do tego trzeba by nawęglać i hartować oś żeby łożyska nie narobiły w niej dziur, no i żeby zachowała wytrzymałość przy mniejszej średnicy. Za dużo kombinacji, chromolę. Zrobię jak było i też będzie fajnie.

Do główki ramy chcę, w miejsce fabrycznych kulek osadzonych w dwóch miseczkach - dobrać łożyska stożkowe. Jedyna niewiadoma - to czy łożyska w potrzebnym wymiarze w ogóle występują. Jeżeli tak - z pewnością w to pójdę, na pohybel co chwila rozsypującym się kuleczkom! ;)


Tak czy siak - wahacz zdjęty, będzie można wreszcie zawieźć do piaskowania i lakierowania :)

czwartek, 16 października 2008

Naprawa goleni widelca teleskopowego...

...to nie taki pikuś. Pół biedy, gdyby chodziło o naprawę z zewnątrz, z tym można sobie bez problemu poradzić, jest sporo zakładów, które nałożą nowe powłoki galwaniczne (chrom). Niestety, cały myk polega na naprawie wewnętrznej powierzchni goleni, pełnej wżerów i odgnieceń, wywołanych wgnieceniami z zewnątrz, a taki zabieg ma sens tylko wtedy, kiedy zostanie wykonany przed renowacją powierzchni zewnętrznej.

Z technologicznego punktu widzenia goleń teleskopu to zaspawana z jednej strony, kalibrowana wewnątrz rura. Ma toto ~31 mm średnicy i jakieś 40 cm długości; ja chciałbym zwiększyć jej średnicę o około 0,1-0,15 mm, tylko o tyle, ile jest potrzebne żeby zlikwidować wady powierzchni, a potem wypolerować uzyskaną powierzchnię. Technologia wykonania dowolna, wszystko mi jedno czy będzie to wiercenie, toczenie, czy szlifowanie, lub cokolwiek innego. Do uzyskanej w ten sposób zwiększonej średnicy otworu dorobiłbym nowe tuleje ślizgowe (które muszę dorobić tak czy siak) uzyskując w ten sposób płynną i stabilną pracę całego teleskopu. Niestety, to tylko wydaje się być proste.

Poszukując firmy, która mogłaby się podjąć takiej usługi obdzwoniłem chyba cały Poznań i całą jego okolicę. Niestety, żaden zakład ani narzędziownia, wliczając zakłady Hipolita Cegielskiego, nie chce się tego podjąć. Czasami wynika to z braku odpowiedniego parku maszynowego, czasami z krótkiego "motorów nie robimy" (nieopatrznie się wygadałem;), czasami z przyczyn nieznanych. Cała trudność polega na zachowaniu osiowości otworu, a że otwór jest głęboki na 400mm, to istotnym problemem staje się uniknięcie bicia na końcu używanej machiny. Gdyby otwór był przelotowy operacja byłaby wykonalna. Wygląda, że wymagam zbyt wiele, niestety.

Przeszczepienie goleni od zwykłej WSK jest wykonalne, ale jednak wolałbym za wszelką cenę tego uniknąć. Przede wszystkim - golenie w Sarence są dłuższe, dostosowane do 21 calowego przedniego koła, po drugie inaczej są rozwiązane mocowania błotnika.



Wyjścia? A pewno, jakieś tam są...

  • Zostawienie tego jak jest. Ten motocykl na pewno nie będzie dużo jeździł, a już na pewno nie na dużych prędkościach i w ciężkim terenie, więc prawdopodobnie wady omawianej powierzchni nie będą w ogóle miały znaczenia, jako nieodczuwalne. Niemniej będę miał kaca moralnego jeżeli zostawię to tak jak jest, bo skoro się już za to wziąłem - chciałbym zrobić najlepiej jak to tylko możliwe, choćby dla spokoju własnego sumienia.

  • Odcięcie zaspawanego końca goleni, naprawa powierzchni, ponowne przyspawanie, obróbka mechaniczna (szlifowanie, polerowanie) spawu, chrom i tak ma być nowy.

  • Dorobienie nowej rury na wzór. Trzeba by kupić precyzyjną rurę, odpowiednio wytoczyć, wytoczyć i przyspawać obsadę uszczelniacza, wcześniej nacinając w niej odpowiedni gwint pod nakrętkę, dorobić (albo uciąć ze starych goleni) i przyspawać mocowanie osi przedniego koła, dorobić i przyspawać uchwyty błotnika, a potem wszystko obrobić pod kątem estetyki i pochromować.

Wariant drugi wydaje się być optymalny, pierwszy jest "zamiataniem gówna pod dywan", którego nie toleruję u nikogo, zwłaszcza u siebie, trzeci z kolei to jednak pełna rzeźba...

Sama renowacja powłok galwanicznych w bardzo uznanym zakładzie kosztuje około 250-300 zł (netto) za dwie golenie.

Jeżeli macie inne pomysły na rozwiązanie problemu goleni widelca - proszę o dodanie komentarza, albo o maila na yahoo (małpeczka) riders (kropeczka) peel